Malując obraz Bożego Miłosierdzia, zaczęłam od pokrycia płótna ciemną warstwą zieleni — prawie czarnej, ale jednak zieleni. To ciemne tło, z którego wyłania się świetlista postać Jezusa z promieniami, jest symbolem naszego grzechu. Grzech wprowadza nas w wielką duchową ciemność. Tło w tym wizerunku jest bardzo ciemne, ale jednocześnie miejscami widać, że ma odcień zielony, a więc kolor Ducha Świętego, kolor nadziei, kolor życia!
Od momentu Zmartwychwstania Jezusa nie ma już tak wielkiej ciemności, tak wielkiego smutku; nie ma takiej przestrzeni cierpienia, w którą On by nie wszedł z nami, w której nie wchodziłby nieustannie z darem nadziei Jego zbawczej obecności, z darem miłosierdzia.
Malując, bardzo zależało mi na tym, by ukazać mocny kontrast między naszą biedą, naszą ciemnością a potężnym światłem miłosierdzia Boga. Chciałam też zachować klimat tajemnicy. Zawsze, gdy mówimy o Bogu, dotykamy tajemnicy nieprzeniknionej. Nasz Bóg jest nam bardzo bliski, ale jednocześnie pozostaje wielką tajemnicą.
Obraz ten namalowany jest zgodnie z pragnieniem i wskazówkami Jezusa, które przekazał św. Faustynie, a ona zapisała je w swoim „Dzienniczku”, przede wszystkim pod numerem 47.



